Joanna pisarka prozy...

ć zamęt w

- Czułem, że to ona, ale nie chciałem wierzyć. Mówiłem sobie, że musiałem zwariować, że to jakaś paranoja...
- Najważniejsze było dla mnie to, że będę miał starszego brata.
- No to jazda.
grążonej w lekturze. - Czy mogłabyś zawrócić siostrę, zanim
Skinęła głową.
- A po trzecie?
niż porządna awantura.
Tego wieczoru Clemency miała sporo do opowiedzenia o swojej kuzynce.
- W piątki czekamy zawsze, Ŝe pani Sanders coś nam przygotuje.
nie zazna go z Camryn, a to dlatego, że obydwie siostry Moffat
- MoŜe to nie pora, Ŝeby ci przypominać - zaczęła Alli - ale na ten
Lysander zaśmiał się nagle, wyobrażając sobie najazd ewentualnych gości.
- Wiem, że to głupie - odparła Clemency, a potem zwróciła się do służącej: - Dzień dobry. Bessy.
- Panno Tyler, jeżeli mamy współpracować, musi pani być

Jennifer akurat czytała. Moja siła, czy coś równie egoistycznego.

kryminalistach, których gniew kierował się na niego i jego bliskich, gdy ich aresztował i
lotnisku przed lądowaniem.
Uniósł brew.
– Sprawdzę też kamery drogowe i zapisy wideo z kamer przemysłowych w okolicy.
szukała brzegu taśmy. Zmusiła palce do wysiłku i szarpnęła, zrywając sobie przy okazji pas
Była w nim?
nerwowo, ale właściciel zaraz go uciszył. Bentz przeciągnął się, aż poczuł ból w kręgosłupie,
Ona jednak oparła się mocno o barierkę.
pragmatyczny, nie grał całą talią. Najwyraźniej randka ze śmiercią wpłynęła na jego umysł. I
– Nie przegapiłbym takiej szansy za żadne skarby świata – mruknął Bentz złośliwie.
żyrandol, alarm przeciwpożarowy i wentylator, którego skrzydła przecinały gorące powietrze.
Biedny Bentz. Nie znajdzie mnie; dopiero wtedy, gdy ja tego zapragnę.
taka intymna. - Myślę, że morderca chciał zwiększyć napięcie. Bandeaux był sparaliżowany, nie mógł się ruszać. Więc może ktoś chciał mu pokazać, jak ostrą bronią dysponuje? Może poświęcił trochę czasu, żeby go porządnie nastraszyć? Rozdział 10 Pogrzeb był dla Caitlyn wstrząsającym przeżyciem. Czuła na sobie ciężar spojrzeń dziesiątków par oczu. Nie tylko w kościele, ale i tu, na cmentarzu, kiedy pastor zakończył ceremonię modlitwą, a między chmurami zabłysły promienie słońca. Żałobnicy stali rozproszeni wokół grobu, z posępnymi twarzami, spuszczonymi oczami i schylonymi w modlitwie głowami. I cały czas szeptali między sobą. Minęły trzy dni, odkąd znaleziono ciało Josha, a zainteresowanie mediów jeszcze wzrosło. Policja najwyraźniej podejrzewała morderstwo, w każdym razie spekulacje na temat samobójstwa ucichły, choć wciąż go nie wykluczono. Na pogrzeb przyszli dziennikarze, a nieco na uboczu, oparty o pień starego dębu, stał detektyw Pierce Reed w ciemnych okularach. Caitlyn była pewna, że bacznie przyglądał się ludziom, którzy przyszli pożegnać jej męża. A może to ją obserwował? Cała ceremonia w kościele wydawała jej się surrealistyczna. Muzyka organowa, modlitwy, świece i mowa pożegnalna zdawały się nie na miejscu, podobnie jak kondukt żałobny, który przeszedł ulicami miasta na odległy stary cmentarz. Poza dwiema byłymi żonami Josh nie miał innej rodziny. Zepsuty jedynak, urodził się, gdy rodzice byli już starsi. Jego matka umarła prawie dziesięć lat temu, wkrótce po śmierci ojca. Caitlyn nie poznała nigdy nikogo z rodziny Josha. Tylko jego pierwszą żonę Maude i pasierba Gila, którzy również przyszli na pogrzeb. Nie zabrakło też Naomi Crisman ubranej w elegancką czerń. Nie zjawił się żaden wujek, żadna ciotka czy kuzyni; Caitlyn nigdy też o nich nie słyszała. Jako żona, to ona poprosiła o wydanie ciała. Przyjrzała się tym, którzy przyszli. Pierwsza żona Josha, Maude, wyglądała bardzo elegancko w luksusowym kostiumie. Twarz skryła za okularami słonecznymi i kapeluszem z szerokim rondem. Jej syn wyglądał, jakby właśnie wygrzebał się z łóżka po ciężkiej nocy zaprawionej alkoholem i prochami. Przyszedł na pogrzeb w dżinsach i koszulce firmowanej przez Ozziego Osbourna, a jego mina zdawała się mówić „odwalcie się”. Przyczesał wprawdzie włosy, ale nie przyszło mu do głowy, żeby się ogolić. Nawet nie starał się ukryć, że wolałby być gdziekolwiek, byle nie tutaj. W przeciwieństwie do matki, wiotkiej jak trzcina, Gil miał już sporą nadwagę. Brzuch wylewał mu się ze spodni. Kilka metrów dalej stała samotnie Naomi Crisman, ostatnia zdobycz Josha. Miała chyba nadzieję zostać kolejną panią Bandeaux. Wyraźnie unikała ludzkich spojrzeń, wzrok wbiła w ziemię. Miała ledwie dwadzieścia pięć lat. Ubrała się stosownie do okoliczności w czarną, wąską sukienkę, długie włosy z pasemkami spięła luźno czymś w rodzaju błysz-czących chińskich pałeczek. Często wzdychała, trudno powiedzieć, ze smutku czy z nudy.
knajpie i tuż koło kampusu. Albo, zakładając, że pozostali kłamali w żywe oczy, mógł

©2019 www.dedit.wlochy-czytamy.com.pl - Split Template by One Page Love