Joanna pisarka prozy...

- A Lis? - dopytywał się Mały Książę.

kiedy zobaczył, że kwiat zmarniał, to go po prosu wyrzucił...
- Aha - odparła z rezerwą.
- Naprawdę umiałbyś zaopiekować się dzieckiem?
- Kiedy wróci do domu, otrzyma najlepszą opiekę - za¬pewnił ponownie Mark.
- Szargasz mi reputację - stwierdził zimno Mark, kiedy zostali sami. - Jestem głową państwa, a ty zrobiłaś ze mnie jakiegoś niewyżytego barbarzyńcę. Czy ty wiesz, co to może
Mały Książę zamyślił się. Róża miała rację. Jeśli chce się komuś okazać, że jest nam bliski, to okazuje mu się to jak
- Wolałbym nie.
okazywać.
Uśmiech znikł z twarzy Tammy.
Zirytował się.
Oczywiście pocałował ją z powodu furii, a nie z namięt¬ności. Chciał ją ukarać i udowodnić jej, że nie powinni mie¬szkać razem, wychowując Henry'ego na zmianę, ponieważ to nie może się udać. Przez nią! To ona doprowadza go do szaleństwa. Jej uśmiech, jej zapach, jej bliskość... Tak za¬chwycająca istota tuż pod ręką i niedostępna!
- Naprawdę? - ucieszyła się Tammy.
- Nie wystarcza ci, że jestem różą i TWOIM Uśmiechem Zachodzącego Słońca?... Chciałbyś, żebym czasem była
Mark ponuro popatrzył na skrawki papieru zaścielające dywan.

Nagle gwałtownie skręciła w prawo i w ostatniej chwili uciekła w zjazd na Bulwar

Jennifer, był sam Bentz. Nikt inny tego nie zrobił. – Hayes nerwowo bawił się kieliszkiem. –
Lorraine Newell mieszkała w starzejącym się trzypiętrowym domu w zaułku w Torrance,
Pod Bentzem ugięły się kolana. Na miękkich nogach wyszedł z łazienki pełnej piór,
seryjny. Już sprawdziłem. Samochód zarejestrowany na tę samą osobę. Sherry Petrocelli,
11
jej dane z rejestru uczelni, ale na razie ma związane ręce.
proponował, że sobie odpuści, i dwukrotnie namawiała go, by jechał. Zrobisz, co musisz, a po
Bentz wyskoczył z cienia i zatarasował mu drogę. Błysnął odznaką.
– Cholera wie. – Bentz odwrócił się, czując nadciągającą falę mdłości. – Pogadajmy z
Otaczał go beztroski gwar. Kończył już drinka, gdy wychwycił imię Fernando w
malowniczości. Wszędzie wzrok kusiły kwiaty i czerwone dachówki. Gdy zapadał zmierzch,
jego bliskich opadły na ziemię. O1ivia zwinęła kartonik w rulon, wychyliła się przez kraty i
tylko pogłos w słuchawce. Albo na dworze. Chyba zostawiła otwarte okno...
– Pewnie zidentyfikujemy ją na podstawie danych dentystycznych – stwierdziła.

©2019 www.dedit.wlochy-czytamy.com.pl - Split Template by One Page Love